11#Kiedy wyrosły mi dwie pary czarnych skrzydeł
W tę niedzielę a jest już poniedziałek tydzień po, a jak wpadłam na chwilę na Star Stable (co zwykle nie zdarza się w wakacje, bo nie mam tam internetu i musiałam zastosować sztuczkę telefon-komputer).Byłam zainteresowana nową rasą koni, Chciałam zdążyć przed końcem wakacji, bo kasztanowaty hanower miał zostać gdzieś przeniesiony, a podejrzewam, że będzie to miejsce niedostępne dla mnie (pewno stajnia gdzieś w Eponie, a jak-kasa się przecie liczy przede wszystkim...), a już na pewno nie dla mojej siostry, która ma 5 poziom, tia…. Weszłam więc na dwa konta, przede wszystkim na konto mojej siostry, żeby wykupić jej tego kasztanka, a potem na swoje, żeby któregoś wybrać. (Przy czym piękny i obłudny zwrot ,,któregoś wybrać” odnosi się do wyboru pomiędzy kasztanem a karym, bo oczywiście na moje nieszczęście i bezowocne starania nie zdołałam do tego mojego 15 poziomu otworzyć Dolny Złotych Wzgórz, a jakże. ) Dość jednak narzekań, moja Siri. Kasztanek trafił do pustawej stajni mojej siostry, a ja wybrałam karego hanowera, który ma obrzydliwie równomierne skarpetki na każdej kończynie, ale pasuje przez to do modelu wzorcowego sportowca.
<PRZRZERWIJMY NA CHWILĘ, MÓJ SSSSKARBIE. COŚŚŚ NAM TU NIE PASSSSSUJE.>
Siri zwykle nie wariuje na widok każdego nowego konia, (no pewnie, a jak było zzzz tym mustangiem, którego jużżż nie ma, ssskarbie?) szczególnie, gdy obchodzi święte wakacje… GRZYWA! Ale co krzrzywa, mój sskarbie? GRZYWA! Tak, zwariowałam na punkcie jego GRZYWY, możecie mnie spalić na stosie, ale to jedyny koń na SS, który ma tak NORMALNIE równiutko przyciętą grzywę. I poza tym wygląda świetnie, no może oprócz połączenia głowy z szyją i tego, że schyla się jak jakiś wielbłąd, ach kim by była Siri bez narzekania? jak koń sportowy, jest szczupły, zgrabny… Tylko czemu nie można było takich grzyw dodać wcześniej, u fryzjera, to każdy koń może jeździć ujeżdżenie i mieć koreczki, a żaden nie może skakać ani występować w konkursach WKKW? No żąch.
<DOBRA SKOŃCZYŁAM.>
Konia nazwałam Ravenwings. [Dla CKMów Krucze Skrzydła, nie ma za co :P i nie ma to jak nazwać konia w formie mnogiej, tak.] Ot i pół tajemnicy tytułu wyjaśnione. Łapcie zdjęcia z tamtego wieczorku.
![]() |
| Wsiadanie bez siodła - a łapaj za kłaki! |
![]() |
| Pierwszy wyjazd na parkur i oczywiście pierwsze zablokowanie sięprzy płocie, pozdrawiamy, piach do tej pory chrzęści nam w zębach |
To byłby koniec, gdyby nie to, że to koniec nie jest. (Pozdrawiam kronikarza, który znakomicie bronił jednego z naszych królów słowy tego typu: ,,I byłby pościł, gdyby nie to, że nie pościł”, wtedy to się wiedziało co to honor, uczciwość i silna wola, nie ma co…)Rozczarowana bowiem krótkością mojej nocnej schadzki z pięknym czarnowłosym postanowiłam się z nim spotkać ponownie kolejnego dnia, w poniedziałek, już za dnia (no musiałam walnąć rymem, a jak i powtórzeniem, a co). Weszłam jak na siebie zaskakująco wcześnie, ale spokojnie, to tylko dlatego, że wtedy miałam czas, zresztą najpierw zabawiłam chwilę na koncie siostry, ażeby wyrobić jej trochę poziom konia, i zarobić trochę SJ na nowe ciuchy dla konia. Z tej przyczyny odblokowałam jej również dostęp do Centrum handlowego Jorvik, a tu…
Nawet jakieś zaskoczenie mnie spotkało w robocie. Zrobiłam także parę zdjęć kasztanka parę to z każdej strony, tak? Tak, kurde!, a kto mi zabroni? Co prawda chciałam je porównać ze zdjęciami swoichkruczych skrzydeł, co już nie wyszło, ale… Na razie łapcie, z nieba lecą kasztany. (Widać? U mnie jesień na zawołanie, o.)
Co jak co, ale przyznać trzeba, że kopyta im wyszły, te kreseczki, te kolory, te szmery-bajery… Najlepiej to widać na kasztanie, który ma 4 RÓŻNE skarpety. (A nie 4 TAKIE SAME, jak u mojego.) Dlatego każą nogę walnęłam z osobna, a co. Ale z nóg to mnie ścięły dopiero wymodelowane piętki. Sztywno, kwadratowo i NA KOPYTACH (blech!), ale wreszcie są, zaszczyciły nas swą obecnością, o ja cie, mam pełne gacie…
Żeby nie było, nie będzie tu żadnych recenzji nowych koni itp., po prostu spodobały mi się te hanowery, okej? GRZYWA, kapewu?
Nie o tym jednak. Weszłam w końcu przecież na swoje konto, żeby się stało to, co się stało. Chciałam głównie pojeździć trochę na swoim nowym zakupie, porobić zdjęcia, bo trochę ciemno było w niedzielę... No i wszystko poszło na odwrót. Nie tak jednak, żeby nazywać to porażką. To był jeden z najlepszych dni dla Siri. Stało się bowiem tak, że spotkałam na swej drodze pewną osobę, która miała tak jak ja hanowera, tylko maści kasztanowatej. Miałam jak to ja – zignorować jąi pojechać w inne miejsce, aby w spokoju zrobić zdjęcia, ale coś mnie pchnęło, żeby wrócić i zagadać. Może to było zaproszenie do przyjaciół, które od niej dostałam, ale nie jestem tego pewna. Zaproszenie przecież mogłam odrzucić, jak tysiące innych, bo kiedyś już wyczyściłam listę znajomych, z zamiarem nie przyjmowania zaproszeń od byle kogo, w locie. Wróciłam jednak i piszę, dobrze się stało. Nasze spotkanie rozpoczęło się pogawędką, łapaniem gwiazdki, którą ona znalazła i popisem moich nieudolnych zdolności alpejskich, które pozwalają mi na zjeżdżanie z każdej górki, na którą mam zamiar się wspiąć. (No co, wyjątkowa jestem, mam zdolności ponadprzeciętne. Phi, co by mi zresztą było po umiejętności włażenia na każdą wyżynę BEZ POMOCY?) Razem se pogadałyśmy, razem se poswawoliłyśmy i drogę do Valedale znalazłyśmy co z tego, że dojechałyśmy tam osobo i stanęłyśmy przy dwóch różnych NPCach, głownie zresztą przez moją nieuwagę? . Tam przyszła nam ochota na wspólne zabicie naszych wirtualnych żywotów w kręgu strażników Aideen, ale coś nam nie szło nie dokonałyśmy jednak tego i musiałyśmy rozdzielić jestestwa naszena czas jakiś. Tak naprawdę to nie wiem, co o tym myśleć, poza tym, że miło czasem tak zapomnieć się na chwilę i otworzyć gębę do kogoś.
<I TY TO MÓWISZSZSZ, SSSIRI APPLEPIE?! NOM, JA. ,,SERIO? SERIO, SERIO.”>
Siri


















Komentarze
Prześlij komentarz